Agnieszka: 
Zanim trafiłam na rekolekcje żyłam po swojemu. Co to znaczy? To znaczy robić to, co ja sobie wymarzyłam. Tak jak ja chcę. Rodzina, a przede wszystkim dzieci, zasłaniały mi moje życie. Mówiąc inaczej – były moimi bożkami. Podczas tych rekolekcji powoli uświadamiałam sobie, że Bóg już od dawna do mnie mówił, pokazywał, a ja Go nie słuchałam, albo raczej nie chciałam usłyszeć. Zrozumiałam, że Bóg mnie kocha nie od dziś. To ja nie chciałam przyjąć Jego miłości. Dopóki nie oddałam Bogu tego, co mnie przygniatało, tego co mnie męczyło – byłam niespokojna. Kiedy w końcu zrozumiałam, że tylko Jezusowi tak naprawdę mogę zaufać, Jemu wszystko powierzyć, wtedy poczułam ulgę, radość w sercu. Mam więcej cierpliwości. Postanowiłam otworzyć serce na miłość Boga. Czytam Pismo Święte, coraz bardziej zaczynam je rozumieć. Proszę Ducha Świętego, aby pomagał mi rozpoznawać to, co dzieje się wokół mnie. Aby prowadził mnie każdego dnia, napełniał, bym odważnie głosiła Słowo Boże. 

Alicja:
Jak długo sięgam pamięcią chodziłam do kościoła. Zostałam ochrzczona i  przyjęłam I Komunię Św., byłam bierzmowana, bo tak kazali rodzice, chociaż sami wcale nie chodzili do kościoła. Chodziły koleżanki, więc ja też chodziłam, gdyż coś mnie do niego ciągnęło. Moi rodzice niestety nie pokazali mi właściwej drogi. Moje nawrócenie tak naprawdę rozpoczęło się gdy poznałam mojego męża i teściową. To właśnie śp. pamięci teściowa podarowała mi moje pierwsze Pismo Święte, nauczyła koronki do Miłosierdzia Bożego i zaprowadziła do kościoła m.in. na Triduum Paschalne. Początki jednak były trudne. Pół rok po śmierci teściowej zachorowałam na raka piersi. Mój syn miał wtedy kilka miesięcy. Gdy przechodziłam długie i ciężkie leczenie modliłam się, żeby dożyć I Komunii Św. syna. Przyjaciółka teściowej prosiła siostry Elżbietanki, by modliły się o moje zdrowie. Lekarze za to twierdzili, że rak jest silnie przerzutowy i podawali mi kolejne dawki chemii. Ja jednak nie poddawałam się. Cały czas wspierał mnie modlitwą i swoją obecnością mój mąż. Wierzyłam, że wyzdrowieję. Jakiś czas po zakończonym leczeni zaczęłam jeździć na rekolekcje charyzmatyczne przez co coraz bardziej zbliżałam się do Boga. To tam,  po raz pierwszy  podczas modlitwy czułam jakby Jezus był przy mnie i mnie obejmował. Czułam Jego obecność. Wtedy również pierwszy raz doznałam cudownego uczucia jakim jest spoczynek w Duchu Świętym. Razem ze mną na tych rekolekcjach była koleżanka ze wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym z grudziądzkiej Fary. Wiem, że to nie był przypadek tylko Duch Św. przyprowadził ją i posadził obok mnie. To właśnie dzięki niej uczestniczyłam w naszych rekolekcjach REO. Nauczyłam się tu czytać ze zrozumieniem Pismo Święte i starać się je właściwie interpretować. Nauczyłam się dzielić z innymi moimi spostrzeżeniami, chociaż to nadal jest jeszcze dla mnie trudne. Dlatego pragnę nadal pogłębiać moją wiarę poprzez uczestnictwo w spotkaniach wspólnoty Odnowy w Duchu Św., gdyż  wiem, że to dopiero początek mojej drogi. Wiem, że to właśnie Jezus uzdrowił moje ciało i doczekałam I Komunii Św. mojego syna, a teraz uzdrawia moją duszę i pokazuje właściwą drogę, z której nie zamierzam zejść. Dziękuję Mu za to z całego serca. Amen.

Anna D.:

Od najmłodszych lat byłam blisko Boga. Rodzice zabierali mnie do Kościoła i uczyli jak się modlić. Na tym niestety ich rola się zakończyła. Zawsze byłam osobą poszukującą i chciałam wiedzieć więcej. Szukałam w wielu miejscach i niestety czasami schodziłam na chwilę z głównej drogi. Było tak do momentu ukończenia szkoły średniej, kiedy to obwiniłam Boga o moje niepowodzenie i zamknięcie drogi do rozwoju zawodowego. Gdy urodziłam chorowitego syna Pan postawił na mojej drodze człowieka, który swoją wiarą zachęcił mnie do uczestnictwa w rekolekcjach. Początkowo było bardzo ciężko zrezygnować z życia, do którego przywykłam, ale zaczęłam chodzić na Msze święte. Te wyjazdy stały się dla mnie formą ucieczki od codziennych problemów. Po czasie jednak zrozumiałam, że jadę, aby spotkać się z Chrystusem. Poczułam ogromną miłość i radość, ale ciągle jeszcze mi czegoś brakowało. Wówczas Pan pokazał mi jak przebaczyć ojcu. Dopiero od tego momentu moje życie stało się pełne. Przynajmniej wtedy tak myślałam. Chodziłam do Kościoła, modliłam się, ale tylko sporadycznie czytałam Słowo Boże. Czułam, że stoję w miejscu. Moja tęsknota była ogromna. Wówczas Pan postawił na mojej drodze Marzenę, która zaprosiła mnie na spotkanie wspólnoty. To był bardzo trudny i bolesny dla mnie czas, czas rozwodu, poczułam się niekochana i odrzucona. Jezus przygarnął mnie, przytulił i powiedział: „nie lękaj się, jestem przy tobie” . Każdego dnia czułam większy głód, aby poznać prawa i miłość Boga. Duch Święty posłał mnie na REO i po raz pierwszy w życiu poczułam jedność w Eucharystii z Jezusem. Przeniknął mnie Swą Miłością. Dzięki Niemu mogłam wybaczyć mężowi i być dla niego jak Jezus: cierpliwa, łagodna, spokojna. Wierzę głęboko, że to Pan uzdrowił nasze relacje. Słowo Boże stało się dla mnie chlebem, bez którego nie umiem już żyć . Uczestnictwo w REO sprawiło, że teraz widzę, słyszę, czuję obecność Pana w moim życiu. Po uzdrowieniu i wylaniu Ducha Świętego nie ma już we mnie lęku, moje rany się zabliźniły, a ja pragnę dalej swoją postawą chwalić Boga do końca swoich dni. Dziękuje Ci Panie za ludzi i znaki stawiane na mojej drodze. Krzyczałeś, pokazywałeś a ja byłam jak ten ślepiec. Codziennie wołam: Duchu Święty przyjdź! Codziennie oddaję siebie Panu. Uwielbiam Cię, bo wielkie rzeczy uczyniłeś w życiu moim!
Pan jest słońcem i tarczą, hojnie darzy łaską i chwałą. Pragnę zanurzyć się w Wodzie Życia i płynąć …. Płynąć….Prowadź mnie Panie. Chwała Panu.

G. W.:
Wchodząc do Fary na mszę św. zobaczyłam plakat zapowiadający REO i choć kontakty z Odnową w Duchu Św. nigdy nie były w moich planach, pomyślałam – modlitwy nigdy za dużo! A co mi szkodzi, zobaczę!. Na pierwszym spotkaniu było znośnie, na drugim pomyślałam, że szkoda czasu, na trzecie nie przyszłam. Podzieliłam się tym z pewnym kapłanem, który w tym czasie pomagał mi duchowo i to on powstrzymał moją ewakuację z REO słowami – dokończ to co zaczęłaś. Posłuchałam i jestem wdzięczna. Zmagając się z różnymi swoimi problemami duchowymi słuchałam nauk egzorcystów przez internet. Jeden z nich zwrócił uwagę, że przebaczenie deklaratywne to za mało, jeśli nie chcę myślami do czegoś wracać, odczuwać niechęć - to nie do końca przebaczyłam. To był mój przypadek. Ale była też świadomość, iż pomimo całej dobrej woli, sama nie potrafię tego zrobić, zbyt wiele tych ran.
Wielką ufność położyłam w modlitwie o uzdrowienie wewnętrzne. Pan Jezus mówi, że jeśli dwóch albo więcej modli się razem, to On tam jest i że da wszystko o cokolwiek poproszę… A modliło się nade mną tyle osób i kapłan. Obecnie odczuwam większy spokój, większe zabliźnienie. W następnej fazie rekolekcje pomogły mi zobaczyć Boże żądanie totalnego oddania się Panu – bez zastrzeżeń. Do tej pory owszem, oddawałam się Bogu, ale siedział we mnie mały lęk, który wydzierżawił sobie pewne poletko bezpieczeństwa, taki ukryty zakamarek, o którym wiedziałam, że istnieje, ale spychałam tę wiedzę w niepamięć. Podczas rekolekcji modląc się, rozważając Słowo Boże, zyskałam siły na to, by opuścić bezpieczną łódkę – i na Słowo Pana iść ku Niemu po wodzie. (Nie było to łatwe, nie jest i wciąż nad tym pracuję!) Decyzja ta zaowocowała aktem dobrej i nie przymuszonej woli – najpierw ogołocenia, puszczenia sterów, kontroli itd., a następnie przyjęcia Chrystusa jako jedynego Pana i Króla mojego życia a także przyjęcia w siebie na nowo Ducha Św.  na tyle na ile to tylko możliwe – całej Jego pełni –  bezgranicznie. Innym owocem rekolekcji jest to, iż modlitwa uwielbienia zajęła w moim życiu duchowym o wiele więcej miejsca niż to było dotychczas. I zrozumiałam, że Bóg tego ode mnie oczekuje.


Ks. Artur Stachowski:
Na rekolekcje trafiłem z urzędu. Po przeprowadzeniu się do Grudziądza otrzymałem informację, że mam zaopiekować się wspólnotą Odnowy w Duchu Św., co przyjąłem z radością. Od liderów wspólnoty otrzymałem informację o tym, że od września organizują REO, które polegają m.in. na tym, że każdy uczestnik sam rozważa Słowo Boże. I to był główny powód, dla którego postanowiłem uczestniczyć w REO. Przez ostatni czas ogromnie zaniedbałem rozważanie Pisma Świętego, właściwie ograniczyłem się tylko do pochylenia nad danym fragmentem, gdy musiałem mówić kazanie. No i jeszcze jeden argument. Przez ostatni czas stałem się takim księdzem – aktywistą. Organizacja różnych spraw zajmowała mi dużo czasu, co odbijało się na modlitwie – a właściwie jej zaniedbaniu. Jak miałem czas wolny to i tak zajmowałem się „dopinaniem” spraw na ostatni guzik. Zaniedbałem życie duchowe. Chciałem by w nowej parafii wszystko się zmieniło. Cieszyłem się, że obok kościoła parafialnego, gdzie rozpocząłem posługę we wrześniu jest adoracja Najświętszego Sakramentu. Informację o rekolekcjach przyjąłem z radością i chciałem by były dla mnie odnową życia Bożego we mnie. Rekolekcje były pięknym czasem, nie doznałem żadnej mistycznej wizji, nie dokonała się żadna wielka manifestacja, bez wielkich emocji. Wierzę, że pokój – doświadczony w czasie wylania Ducha św., jest owocem tej modlitwy. Na nowo odkryłem wartość modlitwy Słowem Bożym, nie tylko przeczytania fragmentu, ale modlitwy tym Słowem. Wierzę, że to Bóg w tym Słowie mówi – do tej pory też wierzyłem, ale teraz spojrzałem na to w nowy sposób. Ogromnie ważnym doświadczeniem tych rekolekcji dla mnie, doświadczeniem ubogacającym mnie, było doświadczenie wiary innych ludzi, ich pragnienie Boga! We wspólnocie uczestników rekolekcji odkryłem to, co do tej pory znałem tylko z teorii : Kościół najbardziej widać w małych wspólnotach, bo Kościół to wspólnota wspólnot.

Luiza:
W moim życiu nie doświadczyłam spektakularnego nawrócenia. Ale Bóg z różną siłą okazywał mi Swą cierpliwą troskę. Pochodzę z rodziny z problemem alkoholowym. Odkąd pamiętam tato pił, choć z różnym nasileniem, no i był nieobecny pracując zazwyczaj w delegacji. Mama natomiast była tą, która dbała by nasze życie jakoś wyglądało. Poza przyjeżdżającą czasem babcią nie widziałam w domu osoby modlącej się, mimo iż mama modliła się regularnie, było to dla mnie niewidoczne. Niedługo po I Komunii zaczął się proces powolnego odsuwania się od Boga, do kościoła chodziłam sporadycznie, ale nie zamknęłam się na Boga. W wieku 12 lat byłam na etapie gdzie nawet nie pamiętałam modlitwy „Ojcze nasz”. Miej więcej w tym czasie pojawiło się pragnienie dołączenia do Liturgicznej Służby Ołtarza (w mojej parafii była ta możliwość dla dziewcząt). Ale znalazłam sobie skuteczne wymówki by za tym nie pójść. Dopiero propozycja koleżanki z klasy i jej zaproszenie mnie pociągnęło  i tak przez 18 lat służyłam do mszy i w parafii na różne sposoby. Jednak czas początkowej gorliwości, częstego słuchania Słowa Bożego (choć często bez refleksji czy uwagi) przygotował mnie na przyjęcie doświadczenia rodzinnej tragedii, która nastąpiła po roku. Miałam 13 lat, gdy moja siostra odebrała sobie życie, ale w tamtym momencie przepełniało mnie wewnętrzne przekonanie, że to doświadczenia – trauma jest Bożą próbą, a skoro tak, to przecież Bóg nie daje nam czegoś ponad moje siły. Ta myśl pozwoliła mi przetrwać tamten czas. Choć moja rodzina wewnętrznie się rozsypała, ja miałam Służbę, coś co trzymało mnie oraz dawało radość i satysfakcję, mogłam czuć się gdzieś potrzebna.  Zwłaszcza, że wówczas niewiele miałam ludzkiego wsparcia. Bóg stawiał na mej drodze odpowiednie osoby. Z perspektywy czasu ujrzałam, że decyzja o zostaniu ministrantką uratowała mnie i moją wiarę. Była dla mnie deską ratunkową od samotności i alienacji, której doświadczałam przez cały okres liceum. Dopiero na studiach poczułam, że nie jestem dziwolągiem ze względu na moją wiarę, bo wokół było wiele osób o podobnych przekonaniach. Był to dla mnie czas umocnienia i wzrastania. Od drugiej  połowy liceum jeździłam regularnie dwa razy w roku na rekolekcje o charakterze powołaniowym. To kształtowało i prostowało wiele moich przekonań i wyobrażeń o Bogu i Jego działaniu. Po studiach poszłam do klasztoru, i choć rozeznałam, że nie było to moje miejsce, w tym czasie Bóg wiele mi pokazał, podbudował moje poczucie własnej wartości, odpowiedzialności, ale i otworzył bardziej na działanie Ducha Świętego. W zasadzie dopiero wtedy poznałam Ducha Świętego jako Osobę Trójcy Świętej, bowiem Zgromadzenie było Jemu dedykowane/ powierzone. Tam nauczyłam się i praktykuję do dziś, codziennego wzywania Ducha Świętego poprzez odmawianie Hymnu „O Stworzycielu”.  Nie minęły dwa lata jak znalazłam się wraz z kilkoma znajomymi na kursie Ewangelizacyjnym „Filip”. Był to jednak dla mnie czas trudniejszy, gdzie mimo regularnego praktykowania i modlitwy, byłam przekonana jak to wiele wiem, że nie potrzebuję czegoś takiego, przez to nastawienie bardzo cynicznie podeszłam do treści tego kursu. Więc, gdy przyszedł moment wyboru Chrystusa na Króla i Pana co należało do kursu, nie uczyniłam tego podobnie jak moi znajomi, bo przecież: co tam jakaś karteczka czy deklaracja zmieni, ja tego nie potrzebuję?!  Jednak po powrocie do domu odczułam pustkę. Wróciłam do swych obowiązków i nie rozwijałam swej wiary, przez co tak naprawdę coraz bardziej oddalałam się od Boga. Praktyki religijne, służba i inne posługi, w które wówczas się angażowałam stały się swoistą rutyną, jakimś sposobem życia, nie zachwycałam się już tym, miałam wrażenie, że Bóg mówi do innych a do mnie już nie. Zaczęłam wówczas sięgać po swoje marzenia i je realizować. Tak właśnie wyruszyłam na pielgrzymkę do Santiago de Compostella, choć nie do końca z powodów religijnych. Tam doświadczyłam wolności i uczucia szczęścia, chyba po raz pierwszy w życiu było to tak namacalne. Później tęsknota za tą wolnością i szczęściem powoli owocowała pragnieniem zmiany. Po roku od pielgrzymki a 4 latach od „Filipa” przy okazji posługi w miejscu, gdzie ów kurs był, poszłam za pragnieniem serca i wszedłszy do kościoła, wyjęłam kartkę, na której spisałam swój osobisty akt poddania się Bogu jako memu Panu i Królowi. Od tamtego momentu moje życie zaczęło się zmieniać. Działy się moje osobiste cuda i proces, w którym Bóg uzdrawiał moje zranienia, krzywdy. Następował powolny, lecz ciągły i stanowczy rozwój, dojrzewanie we wszystkich aspektach mego życia. Począwszy od osobowości, skończywszy na sferze ducha i wiary. Bóg uzdrawiał i wchodził z wielką delikatnością w moje relacje, w moje patrzenie na siebie i świat, a nade wszystko w patrzenie na Niego. On otwiera zapiekłe bramy mego serca. Miniony rok Miłosierdzia był tego największą kulminacją, wraz z Maryją, pod której płaszcz się schowałam przyjmując szkaplerz (nigdy nie miałam jakiejś szczególnej duchowości maryjnej), Bóg dawał mi wciąż więcej Swej łaski, w uzdrawianiu relacji, ukazywaniu osób i sytuacji, w których potrzebne było jeszcze moje przebaczenie, mimo iż dotąd uważałam,że były one bez znaczenia. Wpuszczałam Boga coraz dalej, coraz głębiej w siebie, uczyłam się Go wpuszczać, jednak cały czas towarzyszył temu lęk. Pozwoliłam Mu wejść nawet tam, gdzie dotąd nie wpuszczałam nikogo, nawet sama sobie nie pozwalałam tam wchodzić. Ten rok obfitował w różne rekolekcje i Boże wydarzenia, jedne z wyboru własnego inne, na które trafiałam z jakąś posługą. Kulminacją okazało się REO, na informację o którym trafiłam przypadkiem, pojawiło się jakieś pragnienie jednak dość niejasne. Wtedy odezwała się Magda z zapytaniem czy nie chciałabym się wybrać, mimo wahań podjęłam ten trud z Bożą pomocą. I faktycznie była to walka. Zmagałam się z sobą i własnymi problemami, z czasem na modlitwę, systematycznością, ale uparcie dążyłam, pamiętam jaką ulgę dało mi świadectwo chyba Marcina, który powiedział jak on przeżywał swoje REO. Modlitwa o uzdrowienie napełniała  mnie lękiem, nie czułam żeby coś się zmieniło. Później wspólna Pięćdziesiątnica, długo zmagałam się o co prosić i do końca sama nie wiedziałam, ale oddałam to Bogu. I sam moment modlitwy był dla mnie pięknym doświadczeniem Boga, przeżyciem wewnętrznym, które też otworzyło coś we mnie. Oddałam się, Boże działaj, ja już nie chcę sama, nie chcę ograniczać Twojego działania we mnie. Coś co się zmieniło w czasie tych rekolekcji, to na pewno otworzyłam się na Wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym, do której dotąd miałam dość zdystansowane podejście, jeśli nie negatywne. Osoby bowiem, które spotykałam w takich wspólnotach, sprawiały dla mnie wrażenie „nawiedzonych”, oderwanych od rzeczywistości. A to mnie odrzucało, sama bowiem nie chciałam by uważano mnie za nawiedzoną. Ten lęk przed cudzą opinią bardzo mnie ograniczał, a przez to ja ograniczałam Boga w swoim życiu. A teraz nie mam problemu, by określić siebie jako nawiedzoną, bo chodzę do kościoła częściej niż raz w tygodniu. Długo we mnie mimo sposobu życia i wiary była obawa przed jawnym przyznaniem się do wiary. Bóg mnie z tego uwolnił.  I choć czasem pojawia się jakaś obawa przed oceną, za chwilę przychodzi to przeświadczenie i przekonanie, kto jest dla mnie ważny. A Bóg wlewał we mnie pragnienia, których spełnienia się nie spodziewałam, widzę jednak jak On działa zaskakując mnie. On uwolnił mnie od mnie samej, od mojej historii, pozwolił doświadczyć mi prawdziwie swojej miłości i akceptującego spojrzenia. Bóg uchyla moje mylne przekonania o Nim, obrazy i wyobrażenia, pozwala mi coraz głębiej Siebie doświadczać, a przez lata byłam na to doświadczenie zamknięta, bo przecież „ja wiem”. W Duchu Świętym otrzymuję wolność, która jest dla mnie niesamowitą radością. On ożywia to co było we mnie martwe od lat. Chwała i dziękczynienie niech będzie Bogu w Trójcy Jedynemu. 

Magda:
Mój dział w Rekolekcjach Ewangelizacyjnych Odnowy w Duchu Świętym – dzisiaj mogę to śmiało i z całym przekonaniem powiedzieć – był odpowiedzią na zaproszenie Boga do tego, aby właśnie bliżej poznać Ducha Świętego i umocnić swoją relację z Bogiem. Pragnienie poznania Ducha Św. i poszukiwanie wspólnoty Odnowy w Duchu Św. trwały we mnie już od około roku. Początkowo były to poszukiwania w internecie o wspólnotach działających w Grudziądzu, ale ze względu na to, że wspólnoty te mają spotkania w piątki, o tej samej porze co Wspólnota, w której obecnie jestem, swoje poszukiwania odłożyłam w czasie. Jednak cały czas powracało do mnie pragnienie poznania Ducha Św. i kolejnym punktem, gdzie zdołałam sobie to uświadomić było organizowane w maju czuwanie przed Zesłaniem Ducha Św. Po zobaczeniu u siebie w parafii plakatu o tym wydarzeniu, pojawiła się myśl, że muszę tam być. Jednak jak to zazwyczaj bywa, musiały pojawić się przeszkody, gdyż okazało się, że w tym samym dniu wyjeżdżam na pielgrzymkę do Skępego. Pan Bóg jednak tak tym wszystkim pokierował i ułożył, że o godz. 19 wróciłam do Grudziądza, a o 19.30 rozpoczęło się czuwanie. Pragnienie uczestnictwa w tym czuwaniu było u mnie na tyle duże, że pomimo zmęczenia po pielgrzymce natychmiast jechałam do grudziądzkiej Fary. Po czuwaniu zrodziła się myśl, żeby spróbować założyć w naszej parafii wspólnotę Odnowy. Po rozmowie z księdzem okazało się , że oczywiście możemy spróbować ale pierwszym krokiem musi być znalezienie moderatorów, którzy poprowadzą wspólnotę. W związku z tym nasze plany na pewien czas zawisły. W 2 tygodnie po rozmowie z księdzem na tablicy ogłoszeń w naszej parafii pojawił się plakat o REO. Po krótkim zastanowieniu stwierdziłam, że wezmę w nim udział. Pomimo pewnych obaw na początku okazało się że jest to cudowny czas, który odmienia życie i zbliża do Boga. Ważnym momentem dla mnie był dzień modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne, kiedy miałam okazję przekonać się o swojej, sile bo wiele rzeczy sprzeciwiało się przeciwko mnie i wszystko wskazywało na to, że nie dam rady przyjechać wieczorem na modlitwę. Jednak modlitwa i prośba do Ducha Św. o podjęcie dobrej decyzji i zaufanie Bogu, że mi pomoże, przyniosły skutek i pojawiłam się na modlitwie, gdzie zostałam uzdrowiona z powracających ciągle wyrzutów sumienia na temat mojej przeszłości kiedy byłam z daleka od Boga. Dzisiaj już wiem, że jestem ukochanym dzieckiem Boga i liczy się to co jest teraz a moja przeszłość już dawno utonęła w morzu Bożego Miłosierdzia. Niezwykle ważnym momentem całych rekolekcji była modlitwa o wylanie Ducha Świętego i wyznanie Chrystusa jako Pana, któremu towarzyszyła duża radość. Słowo, które otrzymałam po modlitwie mówi o tym, że Pan chce mi dać zdrowe oczy duszy. Po przemyśleniu tych słów niezwykle połączyły mi się one z tym co usłyszałam podczas ostatniej spowiedzi, a jak wiadomo w sakramencie pokuty i pojednania przez spowiednika mówi do nas sam Pan Jezus. Moim zadaniem jest mieć otwarte oczy i uszy żeby usłyszeć to co Pan do mnie mówi. Dzisiaj mogę z całym przekonaniem powiedzieć, że było to cudowne 10 tygodni codziennej pracy z Żywym Słowem Boga, które przemieniło i dotarło do serca, pomogło jeszcze bardziej poznać Jego miłość do mnie i utwierdziło w tym, aby nie lękać się dalej iść z Nim w życiu, bo On jest godny zaufania, On nigdy nie zawodzi i z Nim zawsze mogę czuć się bezpiecznie, bo jestem pod najczulszą opieką Dobrego Ojca i Najlepszego Przyjaciela. Chwała Panu. 

Ocalona przez Boga:
Moje życie przed nawróceniem, uzdrowieniem było pełne chaosu, rozproszonych myśli, niezorganizowania. Od jakiegoś czasu zaczęłam uczestniczyć w spotkaniach Odnowy w Duchu św. w Tarpnie. Spotkania we wspólnocie bardzo mi pomagały, dodawały skrzydeł, umacniały wiarę. Bliskość, wsparcie i modlitwa osób oraz działanie Ducha Św. odczuwałam mocno, otwierałam się coraz bardziej. Światło, które otrzymywałam ukazywało mi co tak naprawdę jest ważne, co powinnam zmienić i jak stanowczo dążyć do wybranych celów. Pragnienie mojej wielkiej zmiany wzrastało, lecz obawy przed tym co nowe również. Pan Bóg przyszedł z propozycją uczestniczenia w Rekolekcjach Ewangelizacyjnych Odnowy. W tym czasie odkrywałam na nowo siebie, moją relację z Nim i z ludźmi. Dalej walczyłam ze sobą, ze swoimi niekontrolowanymi frustracjami, zaniedbywaniem obowiązków lub wykonywaniem ich niedbale. Odsuwałam się coraz bardziej od mojej rodziny, męża, zwyczajnie zaniedbywałam ją. Nie kontrolowałam czasu. Modliłam się lecz moja modlitwa była nie taka jaka powinna być. Prosiłam Boga o zmiany w moim życiu, mimo to z wielką przyjemnością oddawałam się swojemu bożkowi - komputerowi, telefonowi, pogadankom na portalach. Ta niemoc uwolnienia się od tego nie pokrzepiała mnie, wręcz dręczyła. Cały czas oszukiwałam Boga i siebie. Kurczowo trzymając się tego co było moje, nie widząc istotnej rzeczy, oczywiście mojej choroby „uzależnienia od internetu”. Nadszedł dzień, w którym stwierdziłam, iż sama, po ludzku, nie poradzę sobie. Aby przyszło całkowite uzdrowienie musiałam oddać Bogu swojego bożka, który tak zawładnął moim życiem. Był to bardzo ciężki dzień dla mnie. Przeżyłam go w smutku, rozbiciu, nie obyło się bez łez. Bóg łaskawie i bardzo szybko zadziałał w moim starym i zarazem nowym życiu. Przemienił je bardzo szybko z dnia na dzień. Ku mojemu zdziwieniu nie mam ochoty korzystać z tego „dobrodziejstwa”, jak uważałam wtedy. Stałam się spokojniejsza. Pan zabrał mi to wielkie zniewolenie i bardzo mnie to cieszy. Oczywiście korzystam w ramach swoich potrzeb z internetu lecz z mądrością i rozwagą. Stałam się weselszą osobą, nieograniczoną, wolną. Widzę świat zupełnie inaczej, nie przejmuję się nieistotnymi błahymi sprawami. Swoją niepewność, lęk, niezrozumienie, już wiem komu mam powierzać. Oczywiście Bogu. Jakie moje życie bez codziennej mocy Ducha św. było skomplikowane i niezrozumiałe. Bez żadnych porywów serca, bez radości, bez szczęścia, którego nie odczuwałam. Prawdziwym przeżyciem, którego nigdy nie zapomnę było wylanie Ducha Św. Prawdziwy powiew Ducha Św. Otrzymanie Jego Mocy oraz świadomość obietnicy otrzymania tego o co prosiłam Ducha Św. według Jego woli. Charyzmatów, którymi mam się dzielić i służyć innym. Jestem tego pewna, że moja przemiana cały czas we mnie trwa i będzie dokonywała się powoli każdego dnia. Pan Bóg przemienia mój charakter, przemienia moją modlitwę i uczy mnie rozeznawać, jak Duch Św. mnie dotyka. Za tą wielką łaskę Bożą, opiekę oraz wszelką obfitość Ducha Świętego Bogu niech będą dzięki. Chwała Panu.


Piotr:
Czas Rekolekcji był dla mnie czasem, w którym „Pan cały czas pukał do moich drzwi”, a ja za każdym razem, gdy je otwierałem, to oczy mojego serca widziały więcej. To czas słuchania, odkrywania i porównywania tego, jak postrzegałem otaczający mnie świat, ludzi, występujące zdarzenia a jak postrzegać powinienem. Oddałem się całkowicie panowaniu Jezusa Chrystusa, którego przyjąłem jako mojego króla i władcę. A po Chrzcie w Duchu Świętym ogarnął  mnie spokój, gdyż nie jestem sam w tym wszystkim co robię, jest ze mną Bóg. Zrozumiałem też jak należy dziękować, wielbić Boga za wszystko co czyni. Zrozumiałem, że także przez cierpienie Bóg obdarza mnie swoją łaską. Więcej czasu poświęcam na czytanie Pisma Świętego, które jest dla mnie bardziej zrozumiałe. Czas tych kilku tygodni otworzył mnie na to co spotyka mnie w moim życiu, jak powinienem do tego podchodzić. Pozwolę sobie zacytować – Jk 1,2-3 – „Za pełną radość poczytujcie sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia was na próbę, rodzi wytrwałość”. Dziękuję Bogu, że mogłem poznać animatorów i wszystkich uczestników REO. Chwała Panu.
 

Wiesia:
Przez wiele lat byłam katoliczką, która bywała w kościele. W wieku 22 lat miałam już czteroletni staż małżeński i dwoje dzieci. Nagle zmarła mi mama a mąż odszedł. Założyłam nową rodzinę lecz nie mogłam uczestniczyć w sakramencie Komunii Św. Tak było ponad 20 lat. Kilka lat temu dowiedziałam się, że jestem wdową. Po dwóch miesiącach wzięłam drugi ślub z moim mężem (mszę nadmienić, że przed ślubem kościelnym mąż przyjął chrzest, I Komunię oraz był bierzmowany), tak więc razem szczęśliwi i spełnieni korzystaliśmy z sakramentów. Niestety ja wiąż czułam niedosyt, ponieważ nadal miałam zaburzone relacje z mężem, dziećmi a przede wszystkim ze sobą. Oczekiwałam dużo – dając niewiele, słuchając – nie słyszałam, patrząc – nie widziałam, szukałam daleko, mając wszystko na wyciągnięcie ręki. Będąc we wrześniu na Eucharystii usłyszałam, że są w Farze Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy w Duchu Św. Przełamałam strach przed czymś nowym i przy delikatnej opiece Marcina, którego wiem, że Bóg postawił na mej drodze, poszłam i potwierdziło się, że Pan mi to wszystko zaplanował. Poznałam wspaniałych, wartościowych, dobrych ludzi. Widzę to tak, jakby był przede mną otwierany nowy świat. Czytając Pismo Św. odnajduję czystą, bezinteresowną miłość i jak małe dziecko boję się, żeby Pan nie spuścił mnie z oczu, bo sama bez Niego będę znowu sierotą. Teraz sama pobożność i duchowość mi nie wystarcza. Czas rekolekcji nauczył mnie słuchać co Pan mi przekazuje, co mówi do mnie przez drugiego człowieka. A zwłaszcza takiego, który nie mówi lecz siedzi skulony, zagubiony, przegrany, wykluczony ze społeczeństwa. Od miesiąca odwiedzam cyklicznie bezdomnych w schronisku brata Alberta. Razem śpiewamy, modlimy się. Cudowne doświadczenie, piękny czas razem. Niosę posłanie osadzonym, często przerażonym, tęskniącym za bliskimi kobietom w Zakładzie Karnym. Jestem tam raz w tygodniu ok. 2 godziny. Jest to dla mnie konieczne do świadomego życia, tworzenia lepszych relacji z ludźmi a zarazem z Bogiem. Bardzo często zastanawiam się czy jestem w stanie przyjąć ten głos. Od miesiąca prowadzimy z mężem dialog małżeński. Są to rozmowy, wymiana oczekiwań, naprawianie błędów, dawanie drugiej szansy, wybaczanie. Moim bliskim DZIŚ mówię, że ich kocham, że są dla mnie ważni i wiele ciepłych słów, które dawniej odłożyłabym na JUTRO lub przemilczałam uważając, że „oni i tak o tym wiedzą”. Teraz największa radość i spełnienie moich marzeń - od dwóch tygodni uczęszczam do wspólnoty Odnowy w Duchu Św. Chcę dziękować za to co otrzymałam, prosić o dalszą dobrą drogę oraz błogosławić i wielbić Pana. W najbliższą środę pójdę do diakoni muzycznej „ Wypłyń na głębię” śpiewać na chwałę Panu. Alleluja.
Twoje-Miasto
© 2010-2015 Kolegiata Grudziądz Powered by Twoje-Miasto Sp. z o.o.