Czy należy bać się Seminarium ?

 
„Nie lękajcie się, to Ja jestem” – już ten tekst Pisma św. udzielił nam odpowiedzi. Lecz w jakim momencie wypowiada te Słowa Pan Jezus? Wtedy, gdy dostrzegł wystraszonych śmiertelnie apostołów, którzy ujrzeli zjawę kroczącą po wzburzonym jeziorze. Oto takim wystraszonym uczniem Pana Jezusa może być każda osoba, która rozważa czy wstąpić do Seminarium, a słysząc rozmaite opinie i zdania o tym czym jest Seminarium i co się tam dzieje - lęka się.
Co na pierwszym miejscu można powiedzieć o tym miejscu – o Seminarium? Oczywiście że jest to budynek, w którym są zamknięci klerycy, którzy mają bardzo dużo zakazów, ściśle określony regulamin, dużo wychowawców i do tego jeszcze dużo nauki.
Jednak tak jak zjawa na jeziorze okazała się Panem Jezusem, tak iż Piotr poszedł nawet do Niego po wodzie - tak Seminarium przy bliższym poznaniu okazuje się być szkołą Pana Jezusa. To, co wcześniej wydawało się tylko zamkniętym budynkiem okazuje się wspólnotą braci, przyjaciół mających wspólny cel. Regulamin i napięty porządek dnia (który mieliście okazje poznać w poprzednim numerze Sługi) okazuje się być terminarzem spotkań z Jezusem (w kaplicy, na wykładach, w czasie ciszy nocnej, a nawet w trakcie posiłku i w czasie wolnym). Wychowawcy, gdy tylko się im przyjrzymy dają się poznać jako przyjaciele, którzy wskazują właściwa drogę w rozwoju, pomagają dostrzegać swoje zalety i wady, a nauka nie jest tylko zwykłą nauką, ale wiedzą o Bogu, o Tym, którego tak bardzo kocham i którego pragnę bliżej poznać
Osoba która wybiera się na studia do Akademii Wychowania Fizycznego (AWF) spodziewa się na pewno, że będzie miała w planie duża zajęć fizycznych, że aby im podołać będzie musiała ograniczyć spożywanie dużych ilości niezdrowych potraw, ćwiczyć fizycznie – trenować jakiś sport, a może nawet rzucić palenie papierosów. Oczywiście, może tego nie zrobić, ale wtedy będzie jej bardzo trudno osiągnąć dobre wyniki w sporcie i zdać egzaminy. Nie chcę w tym miejscu reklamować innych kierunków studiów ale jedynie dać przykład. Wielu bowiem ludzi dziwi się gdy słyszy co w Seminarium możemy - a co nie, co musimy - a co nie. To tak jakby się dziwić że student AWF codziennie rano biega i nie może w tym czasie opychać się pączkami. Jeśli chcę być cały czas przy Jezusie, muszę w nocy wyłączyć radio, bo Bóg nie przemawia w hałasie, a jedynie w ciszy (patrz 1 Kr 19, 11-13), jeśli chcę ludzi kierować w rozwoju duchowym, sam tą drogę rozwoju musze przejść, lub chociaż poznać, by będąc ślepym ślepego nie prowadzić. W Seminarium więc wszystko jest ukierunkowane na jedno – bycie prawdziwym kapłanem i całe otoczenie i warunki temu sprzyjają.
Teraz z kolei rodzi się pytanie: „chce, ale nie wiem czy podołam?” Jeśli przeczytałeś fragment Pisma św. który poleciłem wyżej, to zauważyłeś że jest to historia o Eliaszu, proroku Pana, który bojąc się śmierci ucieka na pustynię, a Pan daje mu pokarm, który sprawia, że może przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy iść na górę Horeb, by spotkać się z Panem. To samo zdarza się w Seminarium. Bóg wyznacza nam szczytny cel, wysoko postawiony, który napawa lękiem. Ale nie pozostawia nas samych sobie! To nie jest tak, że masz być klerykiem, a później księdzem i radź sobie sam. Bóg jest przy nas cały czas, wspomaga nas, dodaje siły, otuchy. Nawet cierpliwości i uporu. Codziennie przyjmowana Eucharystia, rozważanie bliblijne, różańcowe, drogi krzyżowej pozostawiają w nas owoce. Nasze modlitwy nic Bogu nie przydają, a jedynie nas samych budują Więc jeśli brakuje mi sił – modlę się, gdy boję się że nie podołam – modlę się. A kto prosi otrzymuje (Mt 7,8|) – jak zapewnił Chrystus. Nie ma więc sensu pytanie „czy podołam” raczej „na ile zaufam Panu” – a to już tylko ode mnie zależy.
Jak się upewnić, że jest się powołanym? W Słudze często można przeczytać świadectwo powołanego , jak da się zauważyć, żadnemu z moich kolegów Bóg nie objawił się bezpośrednio i nie powiedział mu „Idź do seminarium w Toruniu! – będziesz moim kapłanem”. Taka osoba, mogła by już być przed seminarium pewna że jest powołana. Tak jednak się nie dzieje. Bóg przemawia tylko sobie znanym sposobem do naszych serc (patrz J 3,8) i to naszym zadaniem jest Jego głos rozpoznać. A jak się upewnić – nie ma skuteczniejszej drogi niż wstąpić do Seminarium gdzie Kościół, w postaci wychowawców i biskupa rozpozna, czy to, co uważasz za powołanie do kapłaństwa, jest nim rzeczywiście. Nie dzieje się to oczywiście tak, że pierwszego dnia w seminarium przychodzi rektor i bada czy masz powołanie. Dzieje się to na przestrzeni pewnego czasu. Wyobraźcie sobie, że dopiero po czterech latach spędzonych w Seminarium Kościół oficjalnie uznał mnie za osobą powołaną. Czyli przez te cztery lata tylko ja tak myślałem, przyznam się, że początkowo sam nie byłem tego pewny, dopiero decydującą chwilą było przyjęcie sutanny, na początku trzeciego roku – od tamtej pory jestem już pewny że chcę być kapłanem i że powołał mnie do tego Bóg.
Czy jest więc sens bać się Seminarium? Apostołowie w ową noc na jeziorze bali się, póki Chrystus do nich nie przemówił. Jeśli więc i do Ciebie Chrystus mówi „Pójdź za mną” to zarazem dodaje „Nie bój się, wystarczy ci mojej łaski” (por. 2 Kor 12,9)


x.M.M.

Twoje-Miasto
© 2010-2015 Kolegiata Grudziądz Powered by Twoje-Miasto Sp. z o.o.